Schronisko

Switch to desktop
wtorek, 12 marzec 2013 14:16

Zimowe Schronisko

Oceń ten artykuł
(3 głosów)

Zima w Schronisku w Korabiewiacach jest… zimna. Zawsze jest kilka stopni mniej niż w mieście. Zima w Korabiewicach jest także niewdzięczna i niepotrzebna. Ale trzeba ją jakoś przetrwać. Nie ma wyboru. Życie ponad 400 podopiecznych zależy od ludzi.

Zima 2012/2013
Zima w Schronisku jest trudna..Jak zwykle zamarza woda w poidłach. Częściej w Schronisku nie ma prądu. Obecne, a raczej stare okablowanie nie daje rady. Będziemy musieli to zmienić w najbliższym czasie, ale na razie wydatki są pilniejsze – karma i leczenie zwierząt. Najgorsze są jednak roztopy. W dzień jest ciepło, a w nocy wszystko skuwa lód...To jest najbardziej niebezpieczne dla zwierząt.
Roztopy oznaczają także błoto, gdzie wzrokiem sięgnąć. Bez dobrych nieprzemakalnych butów nie da się rady. Przed zimną zimą zdążyliśmy poukładać palety drewniane przed wszystkie budy, jaki podesty, aby psy nie wychodziły z nich od razu na błoto, śnieg, lód. Lekka poprawa komfortu schroniskowego. Zdążyliśmy we wszystkich budach założyć wiatrołapy – takie kurtyny z pcv, które izolują dodatkowo od zimna.
Dzięki ofiarności darczyńców, którzy odpowiedzieli na naszą zbiórkę prowadzoną na Facebooku, przez cały styczeń będą dowożone do nas nowe, lepsze budy z przedsionkami. Może być lepiej.

A po za tym tak naprawdę, czy zima, czy jesień czy inna pora i tak wszystko trzeba zrobić. Olimpia przygotuje jedzenie dla niedźwiedzi, które nie zasnęły. Posprząta gawry. Rafał wypuścić konie na łąkę, gdzie wcześniej rozłożył im siano. Nakarmi mieszkańców stajni angielskiej. Z Jarkiem rozwiezie na traktorku jedzenie i świeżą wodę. Potem jeszcze trzeba posprzątać w boksach, w stajni. Ale wpierw musi zakończyć się karmienie, aby móc sprzątać. Jest jeden traktorek, przydałby się drugi. By praca szła sprawniej i szybciej. Drugi traktorek – marzenie korabiewickie. Ale chcę wierzyć, że się uda. Wierzę w Was, że i tym razem pomożecie.

Wspomnienia innych zim
Lata temu, kiedy miejscem zarządzali inni ludzie, wolontariuszem był m.in. Cezary Wyszyński, prezes Fundacji Viva, która opiekuje się  obecnie miejscem. Jak Czarek opowiadał, jak to potrafiło wyglądać, to stwierdziłam, że osobiście mam wielkie szczęście. Wyobrażacie sobie -15 stopni i zamieć śnieżną, zamieć która powoduje,  że na dwa metry nic nie widać? I nie wszędzie były budy, i nie wszędzie było jedzenie…Przeszłość korabiewicka. O tym już było.
Szczerze. Ja nie chcę sobie tego wyobrażać, błagam los, żeby takiej zimy już nie było. Niech nie będzie trudniej, niż musi być.


Sylwester 2012/2013
Za nami pierwszy korabiewicki Sylwester. Było ognisko, było wegańskie jedzenie, były rozmowy. Ot, taki zimowy wieczór na wsi. Ale cel „imprezy” był jeden. Zapewnić bezpieczeństwo podopiecznym.
Środki uspokajające były podawane wybranym psom (te, które wariują w czasie burzy) już od dwu tygodni, aby przygotować ich organizmy na ten wieczór.
Do północy był spokój. O północy zaczęła się gehenna (szczególnie na tzw. betonach) i trwała jeszcze przez co najmniej półtorej godziny. Psy bardzo się bały, biegały w kółko. Obecność człowieka je uspokajała (nawet człowieka z latarką, który na co dzień jest dla nich widokiem denerwującym).
Wycie, piszczenie jakby ktoś je obdzierał na żywca ze skóry. Suka od Tudora, która się nie daje dotknąć normalnie, przybiegła pod furtkę, aby być pogłaskaną...Frida przeskoczyła przez cztery boksy i została w nie swoim boksie (czy wiecie, że to mogło skończyć się pogryzieniem, na jej szczęście trafiła do "przyjaznego boksu")...Pietia (mały piesek, z jednym niewidzącym okiem) rozwalił, rozgryzł siatkę i powiesił się na drucie...została udzielona mu pomoc weterynaryjna.
Pięć psów (w tym Tadzio i Sky) przeskoczyło siatkę i wydostało się z boksów. Będą musiały być przeniesione do innego miejsca w Schronisku, ponieważ nauczyły się, że da się wydostać...
Psy pakowały się do jednej budy nawet po trzy. Psy wchodziły głęboko w wykopane wcześniej nory.
Kartofelek, zazwyczaj senny i bardzo wyciszony, wyważył bramę lecznicy. Rzepka (suczka z luzu, bardziej wycofana) przybiegła do lecznicy, do ludzi, żeby się nią zająć, bała się. Konie wbijały się w kąty boksów, niektóre silnie kopały (tak, miały zapalone światło i włączona muzykę).
Było osiemnaście osób. Bieganie po Schronisku, sprawdzanie ilości psów, interwencje, latarki...Na szczęście nikt nie zginął, stan zwierząt jest taki sam. Sylwester na wsi nie okazał się spokojny. Pytanie jakie sobie i Wam zadaje, jak było w innych schroniskach? Czy nadal będziecie strzelać? Czy wiecie, że fajerwerki wymyślili Chińczycy. Czy to nie oni przypadkiem serwują dramat psom i kotom? Właśnie…
Acha, przydałyby się nam latarki, szczególnie czołówki. Pomożecie?

Zimowe WoloWeekendy
Mnie osobiście najbardziej radują weekendy wolontariackie w Schronisku. Przyjeżdzają wolontariusze z Warszawy, Łodzi, Puszczy Mariańskiej, Międzyborowa, Mińska Mazowieckiego. Jest ich coraz więcej.. Ludzie to siła tego miejsca – P jak Przyjaciele.
Przyjeżdżają nie tylko młodzi ludzie, ale też wolontariuszki 50+. Przyjeżdżają rodziny z dziećmi. To mnie bardzo cieszy. Dlaczego? Ponieważ rodzina integruje się poza centrum handlowym, rodzice uczą swoje dzieci empatii wobec zwierząt, szacunku wobec życia, tego, że można pomagać i to jest przyjemne. Mam nadzieję, że dzięki tej nauce mniej zwierząt ucierpi w skutek zabawy w wyrywanie ogonków, przypalanie, wyrzucanie na autostradzie, że mniej zwierząt trafi do schronisk, bo nie będą już zabawką, tylko częścią rodziny, że nie zostaną podrzucone pod korabiewicki płot, że…
A co robią wolontariusze? Wychodzą z psami na spacery, bawią się z nimi, pielęgnują. Niesamowity jest widok cieszącego się psa i cieszącego się wolontariusza. Możecie takie widoki oglądać na zdjęciach na schroniskowej stronie www oraz na fanpage’u, ale nic nie zastąpi obrazu na żywo. Na zimnie. Zimno brr. Wolontariusz ubierają się więc warstwowo (często wyglądają jak michelinki), czapki, ciepłe buty bądź dobre kalosze, rękawiczki, szaliki, polary, zabierają termosy i kanapki – ot, taki ekwipunek na wyjazd za miasto.
Wolontariusze pomagają także w obrządku miejsca, dołożą słomę do bud, pomogą w naprawach np. boksów po Sylwestrze, po którym, jak pisałam, niektóre nauczyły się wyskakiwać. Musimy m.in. podwyższyć siatki, aby psy mogły wrócić do swoich boksów. Brakuje trochę sprzętu i ciepła, oświetlenia (dzień szybko się kończy), brakuje pieniędzy na to wszystko, żeby to „wszystko” trzymało standard, żeby pokazać, że człowiek może dać przystań zwierzętom.

Sumując, plusów zimy nie potrafię znaleźć oprócz tego, że po pierwsze -  jak jest lekko na minusie, to najłatwiej sprząta się kupy, po  wtóre - człowiek ma satysfakcję, że mimo iż jemu zastygła krew w żyłach, to nie dał za wygraną i zrobił coś dobrego dla zwierząt, które po całym zimnym dniu nie napiją się ciepłej herbaty i nie ogrzeją pod kołdrą.


PS. Jeśli chcesz pomóc zwierzętom, pomóc stać się temu miejscu schroniskiem modelowym, edukacyjnym, integracyjnym, miejscem, które będzie wyznaczać standard opieki nad bezdomnymi zwierzętami, proszę podaruj swój 1% podatku na rzecz Korabiewic. Gwarantuję Ci osobiście, że PLN-y nie zostaną przejedzone, a Ty pozwolisz na realizację korabiewickich marzeń…bo marzenia, to rzeczywistość w czasie przyszłym.
Dane: KRS 000135274, a w cel szczegółowy wpisujecie proszę „Korabiewice”.

Irena Kowalczyk
Wolontariuszka
 

Ostatnio zmieniany wtorek, 12 marzec 2013 14:25
Zaloguj się by skomentować