Schronisko

Switch to desktop
wtorek, 04 czerwiec 2013 19:19

Dziecko vs. adopcja psa

Oceń ten artykuł
(11 głosów)

"Pomyślałam sobie, że napiszę krótko jak to jest adoptować psa gdy barierą (potencjalną) jest strach dziecka przed zwierzętami.
Taki był nasz przypadek, i sądzę, że wiele rodzin może nie decydować się na adopcję ze schronu z podobnych powodów.
Może nasza historia przełamie ich wątpliwości :)
 

Jak wiesz, nasza niespełna dwuletnia córka reagowała na wszystkie zwierzęta lękiem, histerią, uciekaniem. Dotyczyło to zarówno psów jak i kotów, chociaż nigdy nie spotkało jej nic złego ze strony zwierząt.
Próby oswojenia jej z psami w rodzinie czy wśród znajomych spełzły na niczym, po prostu zwiewała piszcząc albo nie była zainteresowana kontaktami, głaskaniem czy zabawą. Nie pomagało nawet gdy próbowała ja przekonać starsza siostra, mega-autorytet w każdej innej sprawie. Ponieważ adopcja psa do domu była w planach całkiem nieodległych ( i był to dla nas oczywisty sposób powiększania rodziny o psa - ani my, ani starsza córka nie braliśmy pod uwagę kupowania psa podczas gdy tyle fajnych czeka na swojego właściciela w schronisku), skoncentrowaliśmy się na oswojeniu Lidki z tą myślą, żeby nie przeżyła szoku, kiedy wreszcie pies u nas zamieszka.

Czytaliśmy bajki o zwierzętach (książeczki z Reksiem w roli głównej okazały się hitem), do znudzenia wałkowaliśmy kreskówkę "Marta mówi" (o gadającym psie) i wykleiliśmy zdjęciami Mięty ścianę nad łóżkiem.
Codziennie przed snem, po przeczytaniu wieczornej dawki historyjek o Reksiu, opowiadaliśmy sobie historie o przygodach Mięty: że biega i spaceruje, a wieczorem po kolacji idzie spać. Lidka sama z siebie zaczęła dawać psu buziaka na dobranoc i głaskać zdjęcie!
Wtedy zdecydowaliśmy się na przyjazd do Korabiewic całą rodziną. Dla nas była to pierwsza wizyta w schronisku i byliśmy bardzo zestresowani, jak sobie poradzimy.
Jak się okazało, dzieci poradziły sobie dużo lepiej niż dorośli (w sensie emocjonalnym :)), Lidka nawet kilka razy dotknęła psa i dała smakołyk z ręki - sukces! Wszystko było na dobrej drodze, decyzja o adopcji Mięty zapadła, choć wątpliwości oczywiście jeszcze zostały.
Po kilku kolejnych wizytach i tygodniach Mięta przyjechała do naszego domu, weszła na górę i się rozgościła. A dzieci przyjęły to zupełnie naturalnie, jakby tam zawsze mieszkała: rozkładały się ze swoimi rzeczami koło śpiącej Mięty i czytały jej książeczki, uczyły ustawiać wieżę z klocków, liczyły łapki i oglądały zęby....

Trafił nam się cudowny, idealnie spokojny i zrównoważony pies, który dzieciom pozwala właściwie na wszystkie takie badania, nie reaguje negatywnie na dotykanie uszu czy ogona ani na żywiołowe ukochanie i przytulanie. Po dwóch tygodniach to wcześniej lękliwe dziecko, którego nie sposób było namówić do pogłaskania kotka (czy nawet do przeczytania książeczki o zwierzętach!), zachowuje się jakby wychowały się z Miętą w jednym stadzie. Ponieważ Lidka i Mięta są takiego samego wzrostu, chodzą po mieszkaniu w parze, to znaczy Mięta idzie, a obok niej, trzymając rękę ciągle na grzbiecie, idzie Lidka. I ciągle gada ze swoim "peśkiem" :) Myślę, że dla takiego małego dziecka Mięta jest po prostu koleżanką, a ich relacja jest na zupełnie innym poziomie - zupełnie niezrozumiała dla dorosłych...


Moim zdaniem oczywiście ważne było stopniowe oswajanie dziecka z obecnością psa w życiu, ale absolutnie kluczowe okazało się adoptowanie takiego właśnie psa: niskoenergetycznego, nieskończenie cierpliwego, nie próbującego zdominować dzieci.
A dobór takiego charakteru to już zasługa Was w Korabiewicach :)) bo Wy znacie psy najlepiej.
Dodatkowo, adopcja dorosłego psa ze schroniska była strzałem w dziesiątkę: dzieci nie tylko uczą się odpowiedzialności ludzi wobec zwierząt, ale także umożliwiło nam to wybranie psa o charakterze i rozmiarach dopasowanych do naszego domu i naszej rodziny. W przypadku kupna/adopcji szczeniaka nie ma takiej możliwości: z mieszańca może wyrosnąć pies-gigant, a "słodki labradorek" może okazać się takim wulkanem energii, że z wielkiej miłości poprzewraca dzieci przy każdej próbie zabawy.

Poza tym trzeba uwzględnić ten rok (co najmniej!), kiedy mamy w domu ludzkie dziecko i psie dziecko, i oba musimy wychowywać, uczyć zasad, a to może być naprawdę trudne. Dlatego wszystkich namawiam do tego może nieintuicyjnego, ale naprawdę lepszego moim zdaniem rozwiązania: adopcji dorosłego psa schroniskowego do domu z dziećmi.

Jednym słowem - dzięki Waszemu podejściu i dobieraniu odpowiedniego psa do oczekiwań ludzi, możemy uznać tę adopcję za 100% sukces !!!

Ania"

Ostatnio zmieniany wtorek, 04 czerwiec 2013 19:29
Zaloguj się by skomentować