wyszukaj zwierzaka
    • Psy
    • Koty
    • Konie
    • Lisy
    • Świnie
    • Kozy
    • Owce
    • Krowy
    • Inne
    • Odeszły
    • Nowe w schronisku
    • Adoptowane
    • W domu tymczasowym
    • Do 10 kg
    • 10-14 kg
    • 15-24 kg
    • 25-44 kg
    • 45 kg i więcej
Data: październik, 21st, 2019

10 miesięcy do adopcji – historia Mantayo

Oceń ten artykuł
(0 głosów)

Wielowątkowa historia pewnej relacji pies-człowiek. Macie chwilę na lekturę? Warto przeczytać!
—–
„Manti jest już ze mną trzy tygodnie. Emocje (delikatnie) opadły i teraz mogę opowiedzieć, jak to się stało, że pies adoptował sobie człowieka!

W październiku 2012 roku pierwszy raz przyjechałam do Korabiewic zachęcona super zwierzętami i cudowną atmosferą. Pojechałam szczerze mówiąc na „odwal się”, ponieważ pomagałam w innym schronisku, do którego jadę 20 min. (do Korabek ok. 2 h W JEDNĄ STRONĘ). Chciałam zobaczyć coś nowego, ale uparcie twierdziłam, że „jadę tylko zobaczyć”.
I tak oto zostałam stałą wolontariuszką w Schronisku w Korabiewicach, do którego przyjeżdżałam właściwie co tydzień:). Absolutnie nie było mowy o adopcji psa, bo po 1. mieszkałam jeszcze z rodzicami, którzy mają już psa, po 2. nie miałam „czasu” na opiekowanie się psem no i oczywiście wszystkie pospolite argumenty: „pies do bloku?!”, „dwa psy w mieszkaniu?!” itp.

Mantek to pies, którego w Korabiewicach widział KAŻDY! Jej piękne oczy przyciągały gapiów, jak magnes, ALE „jest nie do oswojenia”, „bardzo dzika”, „nieufna”, „jeden z najtrudniejszych psów w schronisku”…
Z biegiem czasu moje zainteresowanie psami, ich zrachowaniami, oswajaniem rosło. W lutym 2013 r. razem z wolontariuszką Karoliną Maculewicz, postawiłyśmy sobie cel – oswoić Mantka. Oczywiście cześć ludzi niedowierzała naszym planom, ponieważ po pierwsze to Mantek, a po drugie nie mamy właściwie żadnego doświadczenia z psami. Nasze pierwsze kroki były bardzo amatorskie i teraz zapewne kilka rzeczy zrobiłybyśmy inaczej, ale od czegoś trzeba zacząć.
Pracownik Schroniska, a zarazem nasz kolega Rafał, pomógł nam zapiąć Mantayo na obrożę i szelki i tak oto zaczęłyśmy „dręczenie” tego psa…. Jak teraz patrzę na te zdjęcia, kiedy Manti opiera się na 2 łapach i tyłku, a my ją ciągniemy po tym śniegu to napływają mi łzy do oczu. Na początku nie rozumiałam też zamiaru, że na siłę, że tak powiedzmy hm… „drastycznie”… Było mi przykro, bo ten pies wcale nie chciał spacerów, nie chciał dotykania, głaskania, buziaków… po prostu chciała być niewidzialna dla ludzi…
Spacer za spacerem Manti zaczęła przebierać nóżkami, potem łatwiej było ją zapinać na smycze, potem zaczęła jeść z ręki (cała historia socjalizacji, zdjęcia i opisy znajdują się na naszym fanpege’u: https://www.facebook.com/pages/Mantayo/490194277728939?ref=hl). Ale mijało bardzo dużo czasu i w pewnym momencie zatrzymała się na tym wszystkim, nic do przodu, nic do tyłu… Dostałyśmy poradę szkoleniowca, żeby ją zostawić w spokoju i czekać, aż sama podejdzie, „nic na siłę” tylko wiecie, ciężko się pracuje z psem raz w tygodniu albo i rzadziej. Jak dla mnie – odpuściłyśmy…
W pewnym momencie zawrzało, ponieważ pojawił się WoloEmil, który bez pytania nikogo wyprowadził Mantka na spacer (zalecenie było takie, żeby tego nie robić i że tylko ja z Karoliną się nią zajmujemy). Okazało się że Emil zna Mantka o wiele lepiej niż my, odławiał ją z pogotowiem dla zwierząt (na początku przejęcia Korabiewic przez Fundacja Viva) i właściwie przyjechał do Schroniska po przerwie w momencie, kiedy zobaczył na zdjęciu, że Manti wychodzi na spacery. Wprowadził nowy zapał i od tej pory zaczęliśmy intensywne oswajanie, wprowadzanie w nowe miejsca, WoloDomek, stajnia, inne trasy. Szło bardzo dobrze!

W międzyczasie zmieniła się również moja sytuacja mieszkaniowa. Zatrzymałam się na chwilę i pomyślałam: „Mantek powoli się otwiera, są plany wysłania jej do hotelu na intensywne oswajanie, no i będzie psem do adopcji, i co? I jak już ją tak kocham, jak się tak związałam, to mam ją oddać jakimś obcym ludziom!? O NIE!” Tak oto pewnego pięknego dnia zapytałam dyrektor Schroniska – Agaty, czy moje warunki mieszkaniowe i cała sytuacja, w jakiej się znajduje są odpowiednie na stworzenie domu mojemu niedźwiadkowi. Agata oczywiście z uśmiechem odpowiedziała „Wiedziałam, że tak będzie!” i maszyna ruszyła.

Ustaliłyśmy termin wyjazdu Mantka do szkoleniowca, świetnej behawiorystki (jak dla mnie najlepszej na świecie ♥) Magdaleny Bartoszewskiej. Fundacja Viva, która opiekuje się Korabiewicami, zgodziła się również na opłacenie pobytu Mantka u Madzi, za co chciałabym złożyć oficjalne i serdeczne podziękowania! Gdyby nie to, nie wiem czy byłoby mnie na to stać, a wiem że naprawdę warto.
Zaczęły się wizyty u Magdy, niedaleko Radomia. Od kiedy Manti tam pojechała, musiałam odpuścić przyjazdy do Korabek, do którego uwielbiam jeździć, na rzecz odwiedzin Manti i co najważniejsze, chłonięcia wiedzy na temat jej oswajania i postępowania z nią. Więc właściwie co tydzień byłam u Magdy na co najmniej 2 godziny, ucząc się, słuchając, pytając i spędzając mega pozytywnie czas. W między czasie Manti przyjechała też z Madzią do Warszawy oswoić się z dużym miastem, byłyśmy razem też na dwudziestokilometrowym spacerze nad zalewem.

Manti zaczęła robić postępy jak burza! Komendy „siad” „połóż się” „podaj łapę” z każdą wizytą u Magdy dziewczyny zaskakiwały mnie i obserwowałam z otwartą buzią, jak Mantek lubi pracować z Madzią! I jak to możliwe?! Mantek podaje łapę?!? (jak jej się dotykało łap w Schronisku to wciskała je sobie niemalże w … cztery litery, żeby tylko nam nie dać dotknąć):).
Wykończenie mojego mieszkania przedłużało się, a ja z każdym powrotem do domu tęskniłam co raz bardziej. Jechałam w odwiedziny, spędzałyśmy razem super czas, a potem wracałam do domu sama…bez psa:). Przed Świętami stwierdziłam, że nie ma na co czekać! Jedziemy po Mantka, Święta spędzimy razem w domu! I tak oto 21.12.2013 Manti przyjechała do swojego domku! Oczywiście wiązało się to dla mnie z ogromnym stresem, bo łatwo jest z nią pracować, jak Madzia patrzy na ręce, a zupełnie inaczej samemu, ale wiecie co? Nie jest strasznie! Jest cudownie.

Codziennie Mantek robi mi niespodzianki swoim zachowaniem. Przychodzi do sypialni, kładzie się koło łóżka, ja ją głaszczę, a ona sobie leży na boczku. Zaczyna zaczepiać do zabawy inne psy na spacerach. Brawurowo razem ze swoją przyrodnią siostrą Tundrą (mieszkamy z jeszcze jednym psiakiem z Korabek) żebrzą o jedzonko pod lodówką. Ostatnio Mantek poszarpała mojego kapcia w akcie desperacji głodowej;), a wczoraj zaczęła się bawić z Tundrąi Fifi (na zdj. całe trio) – przyjaciółeczką w salonie. Ona jest taka urocza, zaczyna się bawić, lata, skacze, merda ogonem po czym zatrzymuje się z wyrazem pyska „zaraz zaraz, co ja robię, przecież jestem wystraszonym psem, nie mogę się tak zachowywać” . Mamy z nią wiele radości, a to dopiero początek!:)
Cały proces oswojenia od pierwszego spaceru do przyjazdu do domu trwał ok. 10 miesięcy. Długo? I don’t think so!:)

Ale mi się ulało – dla tych którzy dotrwali do końca moich wypocin chciałabym jeszcze dodać, żeby wierzyli w swoje psy! Jeśli jest niegrzeczny, nie skreślajcie go słowami „taki już ma charakter”. Pies może być grzeczny nawet ze swoim charakterkiem, można oswoić najmniej ufnego psa-patrz. Mantek. Wiecie, co jest potrzebne? WIARA i CIERPLIWOŚĆ! Tego wszystkiego oraz spokoju i opanowania nauczyła mnie Magdalena Bartoszewska, której i ja i Mantuś bardzo serdecznie dziękujemy. Gdyby nie Madzia to Mantek siedziałaby teraz w zimnej budzie! A tak jest z nami i ma się świetnie!

Nikomu nie udało się mnie zniechęcić słowami:
1. „pies do mieszkania?!”
2. „pies to odpowiedzialność. Kiedy Ty znajdziesz dla niego czas”
3. „robisz krzywdę psu zamykając go w bloku!!!”
Moje odpowiedzi:
1. Nawet jeśli ma się czterystumetrowy dom to jak się nie wychodzi z psem na spacery, to tak jakby ten pies siedział w mieszkaniu, przecież psy nie korzystają z całej domowej przestrzeni biegając i rozładowując energię. Zazwyczaj wynajdują sobie 1 czy 2 kąty i tam przesiadują a wypuszczając go do ogrodu sam ze sobą się nie pobawi! Więc nie metraż jest ważny a zaangażowanie opiekunów. My pracujemy na normalnych etatach a nasze psy codziennie wychodzą na 3-4 spacery ok. 40 min. w tym jeden godzinny.
2. Ja wyznaję zasadę że jeśli się chce znaleźć czas to się go znajdzie na wszystko! Wystarczy sobie poukładać sprawy tak, żeby dla kochanego zwierzaka znaleźć ten czas. Psy to moja pasja, moja miłość więc dla nich będę miała czas ZAWSZE!
3. Nie wydaję mi się, żeby pies miał większą krzywdę siedząc w ciepłym domu, mając pełną michę dobrego jedzenia i codziennie kilka spacerów, niż siedząc w schroniskowym boksie, mając do dyspozycji budę w kilkustopniowym mrozie albo w gigantycznym upale bez indywidualnej opieki człowieka. Schronisko w Korabiewicach to wyjątkowe miejsce, niemniej jednak nie zastępuje ono tego, co dostaje pies trafiając do swoich nowych opiekunów.

Pozdrawiamy wszystkich obecnych opiekunów schroniskowych czworonogów, jak również wszystkich tych, którzy mają wątpliwości i po moich wypocinach zdecydują się na ofiarowanie jakiemuś kundelkowi odrobiny miejsca w swoim sercu!
NIE KUPUJCIE! ADOPTUJCIE!:)

Justa i Manti”
[Artykuł z 2014 roku]

Czytany 691 razy
Ostatnio zmieniany: 21 października 2019 o 16:26