W naszej schroniskowej codzienności zdarzają się sytuacje, gdy osoby adoptujące jednego psa po pewnym czasie wracają, by zaadoptować od nas kolejnego. Tak też było w przypadku Małgorzaty, która w 2022 roku zaadoptowała Komancza, a 2 lata później (w międzyczasie stając się wolontariuszką w schronisku) wypatrzyła Nanę i ją również zabrała do swojego domu i życia.
Szalenie ciekawa historia, prawda? Przeczytajcie więcej na temat życia z dwoma psami i motywacji, jakimi kierowała się Gosia przy adopcji każdego z psiaków.
Małgorzata: Z kalendarza. Kolega i koleżanki w pracy sprzedawali kalendarze schroniska (coroczna akcja naszego schroniska odbywająca się pod koniec roku – przyp.red.) i w ten sposób dowiedziałam się o istnieniu Korabiewic.
Małgorzata: Pierwszy pies Komancz: po śmierci naszego 14,5-letniego psa labradora wiedzieliśmy, że będziemy mieli jeszcze psa i na pewno ze schroniska. A że miałam od kilku lat w domu i pracy kalendarz schroniska w Korabiewicach, to już pozostaliśmy przy tym schronisku.
Drugi pies Nana: po adopcji Komancza zostaliśmy z mężem wolontariuszami i po dwóch latach adoptowaliśmy Nanę, którą opiekowaliśmy się jako wolontariusze.
Małgorzata: Komancz: był psem „września” w kalendarzu. A wtedy właśnie odszedł nasz 14,5-letni labrador. Uznaliśmy, że to znak 🙂
Nana: pokochałam ją będąc wolontariuszką w schronisku. Byłam jej wolontariuszką. Miała małe szanse na adopcję, ponieważ wydawało się, że będzie problemowa w domu. Nie chciałam, aby swoje najlepsze lata spędzała w schronisku.
Małgorzata: Komancz: zadzwoniłam do schroniska zapytać, czy Komancz nadal jest w schronisku. Wypełniłam ankietę. Pojechaliśmy na spotkanie z Komanczem, a później jeszcze na jedno. Ostrzeżono nas, że Komancz ma problemy w kontaktach z psami. W ustalonym terminie koordynatorka adopcji przywiozła nam Komancza. Przyjechały też jego wolontariuszki.
Nana: proces wyglądał troszkę inaczej, ponieważ byłam już wtedy wolontariuszką w schronisku i znałam dobrze Nanę. Oczywiście wszystkie kroki były ustalone z koordynatorką adopcji.
Małgorzata: Komancz: był bardzo ostrożny. Przez pierwsze dni spał w innym pomieszczeniu niż przebywaliśmy. Po kilku dniach zaczął przychodzić do nas na głaskanie. Na spacerach był bardzo niespokojny. Obszczekiwał psy (nawet z daleka), przy mijaniu próbował rzucać się na nie. Bardzo dużo spał.
Nana: mimo że nas bardzo dobrze znała, po przywiezieniu jej do Warszawy była tak zestresowana, że nie sikała przez ponad 12 godzin. Na spacerach nie miała problemu z innymi psami. Bardzo dużo spała.
Małgorzata: Komancz: minęło kilka miesięcy, kiedy poczuł, że to jego dom i jego ludzie na zawsze. Widzieliśmy dokładnie, kiedy to nastąpiło, a było to po powrocie z pierwszego urlopu z nim.
Nana: byliśmy przekonani, że będzie miała problem separacyjny i że będzie nam niszczyła mieszkanie. Okazało się, że zostaje spokojnie w domu, mieszkania nie niszczy. Czasem zgryzie jakąś plastikową część od jakiejś rzeczy (jej siostra Blue tez ma tak z plastikami). Ale to drobiazgi.
Małgorzata: Obecnie nie mamy żadnej takiej rzeczy. Jeśli były na początku, to pracowaliśmy z behawiorystą. Głównie z Komanczem i jego relacjami. Dobry behawiorysta to najlepsza inwestycja, ponieważ np. kończą się nerwy na spacerach tak jak w naszym przypadku.
Małgorzata: Nie zmieniły. Mieliśmy wcześniej psa. Teraz tylko mamy dwa, a nie jednego do kochania.
Małgorzata: Oczywiście zrobilibyśmy to ponownie! To była najlepsza decyzja.
Małgorzata: Aby mierzyć siły na zamiary. Słuchać rad koordynatorki adopcji. Jeśli występują kłopoty po adopcji, to skorzystać z polecanego behawiorysty. Kochać i dbać 🙂
Wolontariusze schroniska:
Bardzo dziękujemy za podzielenie się swoimi historiami z Komanczem i Naną! Wszystkiego najpiękniejszego dla Was!